Battle of the Immortals – recenzja

Charizard, idź!

Darmowe MMORPG są fajne, bo są darmowe i fajne. No dobra, trochę to naciągane – spore grono takich gier nie jest nawet warte funta kłaków. Jednak warto czasem zapolować na jakiś nowy sieciówkowy tytuł i sprawdzić, co takiego oferuje. Co powiecie na Battle of the Immortals?

Przyznać muszę, że przez ostatnie kilka lat zdążyłem przebrnąć przez całkiem sporą liczbę gier MMO, co wiązało się z poznaniem wielu ciekawych i tych mniej ciekawych światów gry. Tu walczyłem ze smokami, tam z orkami a jeszcze gdzie indziej wymagano ode mnie, bym wycinał w pień groźnych piratów. O dziwo, zabawę w niemal wszystkich tych światach gwarantowały mi gry, których twórcy nie upominali się co miesiąc o sutą daninę.

Bo my płacić nie lubimy!

Prosta sprawa – system abonamentowy nie jest dla mnie i odgórnie zraża mnie do niemal każdego tytułu. Z tego względu, jeżeli już decyduje się zagrać w jakiś MMO, wybieram opcję darmową, w której to płacenie prawdziwymi pieniędzmi nie jest wymogiem i najczęściej ogranicza się do sklepiku z bonusowymi fantami. Wiele ludzi wybiera podobnie, więc postanowiłem przyjrzeć się pewnej nowej grze studia Perfect World Entertainment, Battle of the Immortals, która oferuje właśnie tego typu zabawę.

BotI – skracane także do BoI – to dopiero raczkujące niemowlę. Mająca chińskie korzenie gra przeszła niedawno konwersję do wersji anglojęzycznej i kilka dni temu wyszła z zamkniętej bety. Obecnie każdy zainteresowany może zwiedzać świat gry, przy okazji europejskiego launchu. Ale żeby było jasne już na wstępie – darmowy Battle of the Immortals w żadnym wypadku nie jest konkurencją dla płatnych MMO, nie wprowadza do gatunku szokujących patentów, ale za to w całkiem sprawny sposób stara się uwydatniać te elementy gry, które gracze sobie cenią, a które zdają się zacierać w wielu innych tytułach z ogromnej rodziny MMO. A to przekłada się na dużo frajdy z rozgrywki.

Miecz, topór… a może kostur?

Alicja w Krainie Czarów?

Zanim jednak ruszymy zwiedzać uniwersum gry, musimy podjąć ważną, jeżeli nie najważniejszą decyzję: kim chcemy grać. W tym celu w ekranie tworzenia postaci (łudząco podobnym zresztą do menu z WoW-a) zabieramy się za tworzenie naszego śmiałka. Decydujemy o jego płci, dobieramy awatar widoczny mdz. innymi dla kolegów z drużyny, facjatę i fryzurę spośród kilku dostępnych opcji – szału nie ma, nie będziemy przebierać spomiędzy 10 typów brwi czy nosów. Ale i tak nie jest źle.

Jeżeli już zadbamy o wygląd zewnętrzny naszego bohatera, wypada zabrać się za wybranie jego klasy, a klas oddano graczowi do wyboru pięć. Miłośnicy starych i sprawdzonych sposobów rozwiązywania problemów mogą zdecydować się na silnego w zwarciu Berzerkera, służącego za ostoję drużyny Championa, czy błyskawicznie wyprowadzającego ataki Slayera. W grze nie mogło zabraknąć również postaci posługujących się magią; Magusa i Heretyka. Pierwszy, jak łatwo się domyślić, używa wszelakich czarów ofensywnych do rozprawiania się z wrogami, a drugi używa magicznej mocy by uleczyć i wzmocnić swych sojuszników. Dla każdego coś miłego, chociaż z początku dziwił mnie brak klasycznego łucznika, którego zwykłem wybierać w grach tego typu. Ale da się z tym żyć.

Jak łatwo się domyślić, każda klasa posiada zestaw unikalnych, odblokowywanych z poziomu na poziom umiejętności. Można je także ulepszać poświęcając u specjalnego NPC nieco złota i punktów doświadczenia. Szkoda jednak, że samych umiejętności nie jest ich za wiele, aczkolwiek mając na uwadze, że gra jest jeszcze w fazie otwartej bety (i jak to beta, zawiera jeszcze szereg niedoróbek mniejszego i większego kalibru), dodatkowych zestawów umiejętności możemy spodziewać się niebawem. Zapewne wtedy, gdy gracze zdążą już oswoić się z grą i dobić do konkretnych poziomów. Rzucane zaklęcia są całkiem efektowne i miło jest popatrzeć na spadający z impetem świetlny pocisk bądź duszka, który wyłania się z nikąd i wskazuje na wroga uniesionym wysoko krzyżem – egzorcyzmy jeszcze nigdy nie były przeprowadzane w tak ekstremalny sposób.

Z towarzyszem przez pożogę

Kraina, do jakiej zrzucony zostaje nasz bohater, to pogrążona w chaosie Motenia – dośc typowy świat fantasy. Pomimo tego, że jest dosyć standardowo, obszary świata wykonano z dużą pomysłowością i potrafią nacieszyć oko. Nie raz czy dwa przyjdzie nam poruszać się po gorących piaskach pustyni, katakumbach faraonów czy tajemniczym, podwodnym świecie. Wszystkim lokacjom przypisano stwory pasujące do danego terytorium. I tu pomysły twórców wcale się nie kończą, bo wiele z napotkanych kreatur jest naprawdę pomysłowych. Co powiecie na przykład na spartańskich wojowników czy misiów koala uzbrojonych w ostre piły? Nie dość, że wyglądają przebojowo, to jeszcze można się z nimi zbratać – podobnie zresztą jak z większością stworów rozpanoszonych po wszystkich lokacjach. Tak, mogą stać się naszymi kompanami w tym zakręconym świecie.

Przebiegał tędy jakiś heretyk?

Aby przejąć upatrzonego pupila, należy uzbroić się w… cierpliwość. Po odbyciu walki z danym typem potworów istnieje pewien procent szansy na to, że jedna z istot w grupie będzie możliwa do przechwycenia. Każdy zdobyty stwór – podobnie zresztą jak my – zdobywa doświadczenie, wyposażony jest w szereg statystyk, a z czasem można mu dodawać różne, przydatne umiejętności, dzięki czemu będzie niezwykle pomocny w walkach. Mało tego, w grze obok rankingu najlepszych graczy widnieje także ranking najlepszych stworów graczy, do którego można próbować się zakwalifikować.

Dużym udogodnieniem jest także możliwość posiadania własnego wierzchowca. Większość MMO za taką wygodę każe sobie dodatkowo płacić, ale w BoI wierzchowca oddano nam do dyspozycji za darmo i bez żadnych ograniczeń. I jego również można próbować ulepszać na kolejne poziomy, ale do tej operacji potrzeba specjalnego typu kamyka. Zwierz z każdym podwyższonym poziomem będzie poruszać się ciut szybciej a także zmieni się jego wygląd zewnętrzny – i tak z oskubanego z piór strusia może stać się fioletowo-złotym okazem dumnie kroczącym po trakcie. Warto wspomnież, że nie jesteśmy ograniczeni tylko do jednego typu wierzchowca, bo gra sugeruję, że możemy wejść w posiadanie aż sześciu.

Jeszcze tylko jeden quest. Albo dwa

Twórcy zadbali także, by rozgrywka w świecie Motenii nie przejadła się graczowi zbyt szybko. Codziennie – oprócz zadań głównych i pobocznych – możemy uczestniczyć w szeregu specjalnych eventów, które zwykle dają więcej punktów doświadczenia i cenne nagrody. Takie eventy zwykle startują i kończą się konkretnego dnia i o konkretnej godzinie, ale jest też dużo takich, które możemy wykonać codzienne, w przeciągu całego dnia. Większość z nich polega na uformowaniu drużyny i wyruszeniu do danej lokacji, by np. pokonać konkretnych bossów, uprzednio ścierając w pył fale pomniejszych przeciwników. W tego typu obszarach często możemy natknąć się na cenne części uzbrojenia czy wartościowe kamienie, więc nie raz warto pomyśleć o wyruszeniu na takie wyprawy, szczególnie, gdy nasz mieszek złota świeci pustkami. Eventy nie są sztampowe i zdarzają się też takie perełki jak: quizy z wiedzy o grze, znane i lubiane Tower Defense czy nawet testy na idealnego partnera. Łączy je jedno: zwykle do ich pomyślnego zakończenia potrzeba więcej niż tylko jednej osoby.

Jesteś tym, czym podróżujesz

W BoI wykonujemy także zwykłe zadania. Często polegają one na pozbyciu się konkretnej ilości kreatur, zbadanie danego terenu czy dostarczeniu dóbr do innego NPC. Zadania powoli uzupełniają brakujące rozdziały naszej kroniki, prowadząc przy tym przez scenariusz. To właśnie zadania i specjalne eventy stanowią dla bohatera główne źródło doświadczenia, a twórcy jeszcze bardziej motywują do ich wykonywania – w większości z nich, wystarczy znaleźć w dzienniku konkretnie zadanie bądź bieżący event, dwukrotnie kliknąć, a nasza postać sama ruszy do miejsca przeznaczenia. Taki system wspierania zadań jest całkiem wygodny, uwalnia od mozolnego wczytywania się w treść pomniejszych zadań, a gra daje nam chwilę byśmy odkurzyli biurko czy skoczyli po ulubioną przegryzkę, o!

Mojsza zbroja lepsza niż twojsza!

Twórcy bez pardonu postawili na kustomizację, a więc i różnorodność uzbrojenia. Pól, w których możemy umieścić bohaterowi daną część opancerzenia, czy to zwykłego, czy rzadziej spotykanego jest naprawdę sporo, a z każdą założoną częścią pancerza nasz bohater zmienia się wizualnie. Nasze części zbroi na wiele sposobów może zostać wzmocniony za sprawą specjalnych dodatków, najczęściej w postaci magicznych kamieni. A te, tak jak zresztą wiele innych rzeczy, możemy znaleźć bądź wytworzyć sami, uprzednio zbierając odpowiednie surowce i przetwarzając na masę sposobów. Na pewno minie trochę czasu, nim zdążymy się przyzwyczaić do tutejszego systemu produkcji, ale nie każdy jest przecież urodzonym alchemikiem i wystarczy nabrać nieco wprawy. Od takich praktyk w MMO się nie ucieknie, jeżeli myślimy o chodzeniu w lepszych fatałaszkach.

Jeżeli jednak nie lubicie babrać się w alchemii i jej pochodnych, zawsze zostają jeszcze dwie inne opcje pozyskania konkretnych kamieni, surowców, eliksirów czy innych przedmiotów. Możemy kupić je od innych graczy albo poszukać w zakładce Marketplace – sklepie, w którym wydamy prawdziwe pieniądze… chociaż czy aby na pewno? O dziwo w Battle of the Immortals wygląda to trochę inaczej, bo złoto z gry można wymienić na walutę Zen, która obowiązuje w w/w kramiku. Co jakiś czas gra nagradza nas także za czas spędzony online. Im dłużej gramy, tym więcej punktów Salary otrzymujemy, a te możemy wydać w oddzielnym, bonusowym sklepie oferującym najczęściej przydatne mikstury, zwoje czy ubrania. Ehh, szkoda, że nie pomyślano o wypłacalności w euro… albo chociaż w dolarach… no dobra, złotówkach!?

W kupie siła

Mówisz MMORPG, myślisz… gildie. To chyba nieodłączny element rozgrywki w masowych światach. Istnieją tu także możliwość nawiązania sojuszu między gildiami i prowadzenia wojen. Będąc członkiem gildii można wykonywać specjalne zadania, które nagradzają gildie i wszystkich jej gildiowiczów specjalnymi punktami. Przekładają się one na przeróżne bonusy dla całej świty.

Każdy z każdym - nawet misie koala sobie nie odpuszczą

Nie zabrakło też dosyć standardowego PvP – w grze prowadzony jest oddzielny ranking największych zabójców a po osiągnięciu pewnego poziomu, można pojedynkować się i polować na innych graczy. Ci, którzy poczują się jednak nazbyt swobodnie i za notoryczne zabójstwa dorobią się krwistoczerwonej ksywki, będą musieli mieć się na baczności, bo nie dość, że to oni teraz będą zwierzyną, to istnieje ryzyko, że po swojej śmierci wysypią się z części swego inwentarza.

Stylistyka gry nie odbiega daleko od tej, którą pochwalić się może League of Legends – prosta, ale nie w znaczeniu uboga, otoczenie kolorowe i żywe, modele postaci całkiem szczegółowe a animacja bez zastrzeżeń. Niektórych styl graficzny może odrzucać, wydawać się nazbyt cukierkowy, ale wszystko zależy od tego, jaki kto ma gust. Grafikę sklasyfikować można jako 2.5D – kamera daje swobodę przy przybliżaniu, oddalaniu czy obracaniu, ale za żadne skarby nie uświadczymy widoku nieba. Nawet nie próbujcie tego obejść – i tak się nie uda.

Na muzykę nie narzekam, ale na Oscara z udźwiękowienia nie ma co liczyć. Po prostu: jest przyjemna i nie irytuje podczas gry, no chyba że zasiedzimy się w jakiejś lokacji – Wtedy powtarzalność utworów może doprowadzić do obszernego ślinotoku. Kawałki zmieniają się w zależności od tego, w jakiej lokacji aktualnie się znajdujemy. I tak na przykład w podwodnym świecie uświadczymy głosów syren, a w tęczowej dolinie przygrywać będą wesołe, wręcz jarmarkowe brzmienia. W każdej chwili muzykę, jak i efekty dźwiękowe otoczenia można wyciszyć w menu gry.

Ciężko jest mi stwierdzić, komu Battle of the Immortals podpasuje, a komu nie. Jedne MMORPG – a w szczególności te bezpłatne – mogą zrazić do siebie już na etapie szperania w ekranie logowania, drugie ujawnią swoje słabe strony dopiero po 10-12h gry. Śmiało jednak mogę stwierdzić, że jak na darmową grę MMO BoI jest pozycją całkiem solidną i kładzie nacisk na elementy, które gracze lubią i cenią sobie w tego typu rozgrywce. Pomimo błędów, z jakimi boryka się będąca dopiero w fazie otwartych testów gra, rozgrywka jest przyjemna i odprężająca. Ale to tylko moja paplanina, swoją opinię możecie wyrobić sobie sami, ściągając a następnie smakując gry, kawałek po kawałku.

Plusy?

-dar-mo-wa!

-zróżnicowane eventy

-zaawansowana kustomizacja

Minusy?

-to nie WoW, to nie Aion, to nie…

-mało umiejętności

-błędy i błędusie

Ocena końcowa: 8-

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.